WEGETARIAŃSKIE DZIECKO CZ. 3

WEGETARIAŃSKIE DZIECKO CZ. 3

MATCZYNE PRAKTYKI, ZDROWIE

Trzecia i ostatnia część z cyklu: „Dziecko wegetariańskie” to mnóstwo przepisów, które warto wykorzystać u siebie w kuchni. Najlepiej od razu!

Proste, do zrobienia przez każdego a przede wszystkim jakie zdrowe!

 

PODSUMOWANIE


Tworząc tę serię chciałam przekazać informacje na temat wegetarianizmu, których mi w pewnym momencie zabrakło. Zebrałam zatem wszystkie materiały które przeczytałam i stworzyłam 3 części wpisów dla rodziców głównie po to, aby wyjaśnić, że wegetarianizm to nic nienormalnego ani „dziwnego” a dziecko, które nie spożywa białka zwierzęcego nie musi mieć od razu niedoborów żelaza. Jeśli nie jesteś przekonany, czy to prawda, zachęcam do przeczytania raz jeszcze części pierwszej: kliknij tutaj: „Dziecko wegetariańskie cz. 1” oraz części drugiej – kliknij tutaj: „Dziecko wegetariańskie cz. 2”.

Przepisy, które znajdziesz na dole, zostały przygotowane dzięki uprzejmości wspaniałej mamy – Laury Sokolskiej, która daje mnóstwo inspiracji dotyczących właśnie kuchni bezmięsnej. To dzięki Niej możesz wejść teraz do kuchni i stworzyć mistrzowskie dania. 🙂 Polecam Ci jej profil na Instagramie: @matkoopolko na którym znajdziesz dużo ciekawych propozycji wegetariańskich.

Jeśli będziecie chcieli więcej inspiracji kuchni wegetariańskiej – dajcie znać! Postaramy się przygotować coś jeszcze. 🙂


Smacznego!

PRZEPISY WEGE DLA CAŁEJ RODZINY:

 

WARZYWNE CURRY Z CZERWONĄ SOCZEWICĄ

Składniki:

-łyżka masła bądź oleju kokosowego

-puszka mleka kokosowego

-łyżka passaty pomidorowej

-pół szklanki czerwonej soczewicy

-pół małego batata

-garść zielonej fasolki szparagowej

-1/3 szklanki zielonego groszku

-kilka różyczek kalafiora

-sól

-pieprz

-przyprawa curry

Przygotowanie:

1. W garnku rozpuścić masło bądź olej kokosowy (wersja wegańska). Dodać pokrojonego w kostkę batata, zielony groszek, kalafior oraz pokrojoną w 3 części fasolkę szparagową. Dodać łyżkę passaty pomidorowej, łyżkę curry i smażyć przez około 2,3 minuty. 2. Dodać około 1/3 mleka kokosowego z puszki, najlepiej omijając wodę, starajmy się wlać tylko stałą masę. Mieszamy. Dodajemy 1/2 szklanki wody i pół szklanki soczewicy. Dusimy na małym ogniu przez około 20 minut lub do momentu w którym warzywa będą miękkie. Na końcu przyprawiamy odrobiną pieprzu i soli (ja pomijałam sól dopóki dziecko nie skończyło roczku.)

KLUSKI ŚLĄSKIE Z BATATÓW

Składniki:

-1 duży batat

-80g mąki kukurydzianej

-100g mąki ziemniaczanej

-Łyżka płatków drożdżowych

-Pieprz

-Sól

Przygotowanie:

1. Batata umyj, bez obierania upiecz przez godzinę w piekarniku (180 stopni) 2. Wystudź, zdejmij skórkę i zblenduj lub ugnieć widelcem. 3. Do masy dodaj płatki drożdżowe, mąkę kukurydzianą & ziemniaczaną, szczyptę pieprzu i soli. Dokładnie wymieszaj. Dodaj więcej mąki jeżeli masa wyjdzie zbyt rzadka i klejąca. 4. Formuj kulki i rozłóż na desce posypanej mąką ziemniaczaną. 5. Wkładaj na około 4 minuty do gotującej się wody. Bardzo ważne jest, żeby woda była wrząca.

BROKUŁOWE KLOPSIKI Z KASZY JAGLANEJ

Składniki:

-Szklanka ugotowanych brokułów

-Pol szklanki suchej kaszy jaglane

-Łyżka płatków drożdżowych

-Ząbek czosnku

-Pieprz

-Sol

-Oregano

-1/3 szklanki mąki ziemniaczanej

-Łyżeczka oliwy

Przygotowanie:

1. Ugotuj kaszę, dodaj do miski razem z ugotowanymi brokułami, przyprawami, oliwą oraz mąką. Ugnieć masę rękoma. Pamiętaj, żeby odcedzić wcześniej kaszę i brokuły z nadmiaru wody. 2. Rozgrzej piekarnik do 200 stopni. Uformuj klopsiki i wstaw do piekarnika na około 25 minut. 3. Podawaj z makaronem i sosem pomidorowym lub warzywami na parze.

PRZEMYCAMY ZIELONE WARZYWA CZYLI GREEN SMOOTHIE NA ŚNIADANIE 

Składniki:

– 1 dojrzały banan (musi być słodki)
– 1 dojrzała brzoskwinia
– Szklanka jarmużu
– 1 dojrzałe awokado
– 1/3 szklanki soku z cytryny
– Łyżka nasion chia bądź inny ‚super food’ (dobrze sprawdza się spirulina hawajska – nadaje głębokiego, zielonego koloru a przy tym jest skarbnicą witamin i minerałów)
– Szklanka wody lub mleka roślinnego np. kokosowego.

Przygotowanie:

1. Wszystkie składniki wrzucamy do blendera kielichowego
2. Jeżeli koktajl wciąż jest zbyt gorzki, dodajemy łyżkę syropu z agawy.

NAJPROSTSZY PRZEPIS NA WEGE LODY Z BANANÓW

Składniki:

-2 dojrzałe banany (zielone sie nie sprawdza)

-Łyżka cynamonu

-1/3 cytryny

-Dowolne owoce do dekoracji

Przygotowanie:

1. Najlepiej dzień przed obieramy banany, kroimy na 1cm kawałki, skrapiamy sokiem z cytryny i wrzucamy do zamrażarki 2. Następnego dnia wyjmujemy banany, czekamy około 15min żeby zaczęły się odmrażać. 3. Wrzucamy do blendera wraz z łyżka cynamonu. Jeżeli mikser ma trudności z blendowaniem, dodaj odrobinę mleka roślinnego np. kokosowego. 4. Podajemy z dowolnymi dodatkami. U nas sprawdza się masło orzechowe i syrop klonowy.

JAK ZDOBYĆ DARMOWE PRÓBKI PRODUKTÓW DLA DZIECI?

JAK ZDOBYĆ DARMOWE PRÓBKI PRODUKTÓW DLA DZIECI?

MATCZYNE PRAKTYKI, PORADY

JAK I GDZIE?


To pytanie błąkało się po mojej głowie w czasie pierwszej ciąży już od 4 miesiąca. Nie chciałam kupować wszystkiego w pełnych wersjach (nie chcąc marnować pieniędzy przy ewentualnym niezadowoleniu z produktu) dlatego poszukałam alternatyw. Na szczęście istnieją programy, w których wystarczy się zarejestrować i można oczekiwać na paczki z produktami.

Postanowiłam zatem spisać wszystkie programy, które znalazłam i w których (w większości) sama uczestniczę.

Oto one:

  1. Produkty Nestle: KLIK
  2. Produkty Bebiko: KLIK
  3. Produkty Hipp: KLIK
  4. Newsletter magazynu LEGO: KLIK
  5. Produkty BabyOno: KLIK
  6. Próbki marki P&G: KLIK
  7. Produkty Momme: KLIK
  8. Produkty BoboVita: KLIK
  9. Możliwość testowania różnych produktów w programie Streetcom: KLIK
  10. Produkty Lovela: KLIK
  11. Testowanie zabawek: KLIK

 

WAŻNE!


Wpis będę na bieżąco aktualizować jak tylko znajdę kolejne ciekawe programy i marki, oferujące darmowe próbki produktów do testowania.

Żeby nie ominąć żadnego wpisu, polub mój Fanpage na FB – LINK

Dzięki temu będziesz na bieżąco z każdym nowym wpisem!

Przyjemnego testowania! 🙂

W CZYM TWOJE DZIECKO JEST LEPSZE?

W CZYM TWOJE DZIECKO JEST LEPSZE?

MATCZYNE PRAKTYKI, PSYCHOLOGIA

Jestem tego świadkiem i uczestnikiem zarazem. Porównywanie dzieci – już od momentu zobaczenia na teście ciążowym dwóch kreseczek. Czy aby nie za wcześnie na takie ekscesy?

W pierwszej ciąży nie uczestniczyłam w tym, ponieważ była to dla mnie zupełna nowość. Nie miałam ochoty na rozmowy na temat dzieci oraz macierzyństwa – przerażało mnie to i wolałam w ciszy i spokoju domowego miru zmagać się z tym poprzez pochłanianie coraz to nowych pozycji książkowych.

Teraz jest jednak inaczej. Mając już jedno dziecko i będąc w ciąży kolejnym, jestem uważana za 100% matkę polkę, która musi uczestniczyć w rozmowach z kobietami – czy to ciężarnymi, czy matkami – gdzie tematem numer jeden jest wielkość i waga płodu oraz waga mamy.

 

LICYTACJA?


Wszystko zaczyna się już w poczekalni u ginekologa. Porównywanie przebiegu ciąży, szybkość przybierania mamy oraz dziecka na wadze, aktywność naszego maluszka, ilość jego ruchów. Kiedy dochodzi do szczęśliwych narodzin i trzymamy w rekach kilku kilogramowego bobasa zastanawiamy się, czy nasze dziecko jest takie samo jak dziecko sąsiadki z łóżka obok? Czy potrafi ssać? Czy przesypia noc? Czy ma włosy długie, czy wcale?

Wszystko ustalamy tak, aby nasze dziecko było najlepsze we wszystkim. A jeśli w czymś nie jest najlepsze (zaczęło raczkować później, niż to się ogólnie przyjęło) wtedy głośno nie mówimy o takich rzeczach.

 

CZYJA TO WINA?


Kiedyś nie było tylu publikacji na temat rodzicielstwa. Wiedza była przekazywana z pokolenia na pokolenie. Dlatego też moja mama nie może zrozumieć, jak to jest, ze wiedziałam przy pierwszej ciąży na temat dzieci tyle, co ona po wychowaniu trójki. Dostatek źródeł pozwala na stanie się „ekspertem”. Czy jest to jednak dobre? Czy wiedza, którą nabywamy jest sprawdzona? I w końcu, co jest sprawdzone, skoro wszystko dzisiaj można podważyć – nawet wyniki badań laboratoryjnych?

 

KIEPSKA Z NAS PORÓWNYWARKA


Porównywanie zawsze kończy z korzyścią dla naszego dziecka. Dopóki nasze pociechy nie rozumieją, że są poddawane ocenie i porównaniom z ich rówieśnikami, proces ten na szczęście je omija. Ale przychodzi ten moment, kiedy to dziecko zada pytanie: „Mamo/Tato, która praca jest najładniejsza?” wskazując na rysunki wszystkich dzieci zrobione na zajęciach w przedszkolu. Jako rodzice nie jesteśmy obiektywni i odpowiadamy sercem, nie rozsądkiem. Jak bowiem powiedzieć swojemu dziecku, że jego praca nie jest najładniejsza?

Wiem, ja też czuję ten zgrzyt w sercu, kiedy to piszę. Ale musisz wiedzieć, że okłamujemy swoje dziecko wtłaczając go w poczucie, że jest najlepsze zupełnie bezzasadnie. Świat nie jest delikatny, kiedy weryfikuje później takie dzieci.

 

TYLKO KRYTYKA?


Spokojnie, nie chodzi też o to, aby za każdym razem krytykować nasze dziecko. Jesteśmy rodzicami i to normalne, że nie jesteśmy obiektywni – taka nasza rola i to już jest niezmienne. Jeśli będziemy znów krytykować dziecko za każdym razem – podetniemy mu skrzydła i zniechęcimy a przede wszystkim zasmucimy.

Takie zachowanie spowodować może poczucie przez dziecko ograniczeń, brak realizacji swoich możliwości, niechęć do wykorzystania swojego potencjału.

 

ZŁOTY ŚRODEK


Nie wiem, czy istnieje. Ale mogę Ci powiedzieć, co ja stosuję w swoim przypadku – z korzyścią dla mnie, jako rodzica i dla mojej Córki. Otóż wskazuję Jej, co może robić lepiej. Jeśli są rzeczy, które już umie (nie piszę tutaj o rzeczach, których się dopiero uczy) i widzę, że robi je w sposób dość „niefortunny”,mówię Jej wtedy i pokazuję, jak może coś zrobić lepiej.

Dzieci zawsze będą szukać w nas, rodzicach potwierdzenia swoich zdolności, osiągnięć. Będą oczekiwały wsparcia w swoich poczynaniach. Nie możesz pozwolić sobie na brak krytycyzmu, ponieważ przyjdzie ktoś obcy, kto (obiektywnie) powie, co dziecko robi źle a jego słowa zostaną odebrane jako totalną porażkę.

Uwielbiam przywoływać w temacie porównywania fragment stand-up’u Abelarda Gizy:

MAMA: „Dlaczego masz same dwóje? Co? Pytam: dlaczego?! Ania ma same piątki!”

SYN: „Ale mamo, Jarek też ma dwóje…”

MAMA: „Inni mnie nie interesują!”

Doskonale sobie przypominam, jak sama była porównywana do moich rówieśników z klasy. Zawsze miało to miejsce po wywiadówce. Ktoś był wyczytany jako najlepszy, a ja nie. Aż do czasu, kiedy i ja zaczęłam być wyczytywana jako najlepsza uczennica. Wszystkie klasy ukończone z wyróżnieniem i czerwonym paskiem, zdarzył się nawet list gratulacyjny dla moich rodziców (za wychowanie tak zdolnego dziecka).

Ale czy to było dla mnie dobre? Niekoniecznie. Czułam się najlepsza, ale kiedy przyszedł ktoś, kto powiedział mi, że robię coś źle, w głowie zagotowało się i zawrzało: „Ale jak to?! Mama mówiła, że to, że mam świetne oceny świadczy o tym, że jestem w tym temacie najlepsza!”

 

RÓŻNIMY SIĘ OD SIEBIE


To sformułowanie powinno stać się punktem wyjścia. Bądźmy dla naszych dzieci inspiracją i wsparciem. Źródłem cennych wskazówek. Nauczycielami, którzy pokażą jak tworzyć i eksperymentować. Wskażmy swoim dzieciom różnicę pomiędzy krytyką a szeroko pojętym „hejtem”.

Nasze dzieci będą najlepsze na miarę swoich możliwości.

Twoje dziecko jest najlepsze, ponieważ jest Twoje. I Twoim niezbywalnym prawem jest przechowywać to przekonanie w głębi swojego serca.

Kochajmy swoje dzieci takie, jakimi są!

Wszystkiego dobrego dla Was! 🙂

WEGETARIAŃSKIE DZIECKO CZ. 2

WEGETARIAŃSKIE DZIECKO CZ. 2

MATCZYNE PRAKTYKI, ZDROWIE

W drugiej części chcę odnieść się do bardzo często powtarzanych stereotypów, na temat diety wegetariańskiej u dzieci. Jeśli nie widziałeś poprzedniej części, kliknij tutaj.

 

CZY TYLKO MIĘSO ZAWIERA LIZYNĘ?


Lizyna znajduje się najobficiej w roślinach strączkowych, tzn. fasoli, grochu, soi, soczewicy, otrębach pszennych (lub mące z pełnego przemiału), w mleku, serze i jajkach. Warzywa również posiadają ten aminokwas. Są nimi dynia, brukselka, groszek zielony, fasolka szparagowa, włoska kapusta, grzyby, szparagi, kalafior, szpinak, ziemniaki oraz wszystkie warzywa zielone.

Dziecko karmione w sposób urozmaicony nie jest zagrożone jakimkolwiek niedorozwojem (jak twierdzą niektóre mamy). Co to znaczy urozmaicony? Otrzymuje warzywa, owoce, produkty zbożowe z pełnego przemiału (grube kasze, pieczywo grahama lub inne z pełnej mąki), trochę tłuszczu roślinnego i masła (niewiele) oraz mały kawałek nabiału.

CO TO KWASIHORKOR?


W poprzedniej części napisałam również o często powtarzanym stereotypie, iż dzieciom wegetariańskim grozi kwashiorkor. Jest to murzyńska nazwa atrepsji, krańcowego wycieńczenia organizmu na skutek niedożywienia. Cierpią na to dzieci w krajach najuboższych oraz najprymitywniejszych, gdzie dzieci odstawiane są od piersi już po 3 miesiącach a karmione zaczynają być tzw. „nalewką cukrową” (woda nalewana na liście trzciny cukrowej). Udowodnione zostało, iż takie dzieci po pobycie w szpitalu i (zależnie od wieku) i leczeniu skoncentrowanym na podawaniu im warzyw, owoców i mleka, dzieci te szybko wracają do zdrowia.

CZY DZIECKU WEGETARIAŃSKIEMU GROZI PELAGRA?


Jest to choroba spowodowana brakiem witamin A, C, B3 a głównie witaminy PP. Tę ostatnią organizm ludzki wytwarza w przewodzie pokarmowym na skutek pewnych bakterii, ale tylko w obecności jednego z aminokwasów egzogennych, mianowicie tryptofanu. Wśród wszystkich aminokwasów, mięso tego tryptofanu posiada najmniej. Natomiast rzeczywistym jego źródłem jest: szpinak, soja, groch, marchew, kalafior, brukselka, pomidory, papryka, kapusta, zielona fasolka, ziemniaki, oraz owoce tj.: jabłka, gruszki, banany, brzoskwinie, śliwki, suszone morele, daktyle. Posiadają go również w dużej ilości orzechy i migdały, ziarna słonecznikowe i sezamowe, otręby pszenne, zboża (żyto, owies, pszenica, jęczmień, ryż, kukurydza).

NAJWIĘKSZA BOLĄCZKA – ŻELAZO…


Czy tylko w mięsie jest odpowiednia ilość?

Dziecko potrzebuje od 12 do 15mg dziennie żelaza. Lista produktów zawierających żelazo jest tak długa, że bardzo trudno wymienić wszystkie w takim wpisie. Oto niektóre z nich (w nawiasie ilość żelaza na 100g produktu): biały ser (66mg), por i seler (20mg), czosnek (41mg), chleb z otrębami lub z pełnej mąki (12mg). Żelazo zawierają również owoce (od 20 do 50mg żelaza) tj.: jabłka, gruszki, śliwki, wiśnie. Bogaty w ten składnik jest również miód, oraz wszystkie zieleniny: szpinak, sałata. Ponadto soja, fasola, cykoria, ryż, jęczmień, orzechy, rodzynki, cebula, kapusta i wiele wiele innych pokarmów roślinnych również posiadają żelazo. Problem może wyniknąć z trudniejszym przyswajaniem żelaza z roślin, a łatwiejszym z mięsa. Jednak ten problem występuje dopiero wtedy, kiedy organizm blokuje białka w diecie oraz brakuje mu witaminy C i kobaltu. Kobalt występuje w kaszy gryczanej, białym serze, grzybach, jajkach, pomidorach oraz w mniejszej ilości we wszystkich produktach nierafinowanych.

CO Z SUBSTANCJAMI PODPOROWYMI?


Jeśli natomiast chodzi o substancje podporowe, których podobno dzieciom wegetariańskim brak. Powtarzane jest przekonanie, iż dziecku powinna być podawana głównie cielęcina jako źródło niezastąpionych „żeli”, bez których nie ukształtują się u dziecka kości i chrząstki. To tak, jakby powiedzieć, że jadanie mózgu cielęcego powoduje u dziecka wzrost jego mózgu, a jadanie kości powoduje wzrost jego szkieletu. W rozwijających się organizmie noworodka następują procesy przemiany materii wyznaczone genetycznie i podobnie, jak wszystkie inne elementy jego ciała, tak samo substancje podporowe powstają w komórkach SAME.

Wiadome jest równeiż to, że kolagen jest głównym składnikiem tkanki łącznej, tak cenionej w mięsie jako rzekomo niezbędny budulec dla ciała dziecka. Mało kto jednak wie, że jest to białko całkowicie odporne na działanie rozkładających enzymów. Ponieważ żaden organizm nie przyswaja białka niestrawionego, zatem organizm dziecka nie ma żadnych korzyści. Ponosi za to ogromne szkody. Wartość żeli zatem jest mitem, a balast złogów powstałych na skutek tego rośnie w ciągu następnych lat życia i jest potem nieustannym źródłem dolegliwości trawiennych oraz doskonałą pożywką dla bakterii.

PODSUMOWANIE


Mam nadzieję, że nie przeraziłam Cię ogromem dość konkretnych informacji z zakresu dietetyki, biologi itp. 🙂 Nie było to moim zamiarem. Chciałam natomiast, aby w końcu pojawił się ten temat w świecie Internetu. Mi go bowiem zabrakło w momencie zdecydowania się na dietę wegetariańską. Dostałam wiele informacji na temat szkodliwości tej diety u dziecka, ale nikt nie był w stanie powiedzieć, co z dziećmi, które już tak żyją i są zdrowe?

P.S.


W trzeciej części (która pojawi się już niebawem) podsumuję wszystkie zagadnienia ale również dam Ci znać, gdzie możesz poszukać więcej informacji na temat wegetarianizmu u dzieci. Wskażę Ci grupy na Facebooku, znane (bardziej i mniej) postaci w sieci, które pokazują fajne przepisy dla dzieci wegetariańskich. Dlatego nie przegap następnego wpisu i już teraz polub mój Fanpage na FB – KLIKNIJ TUTAJ. Dzięki temu informacja o nowym wpisie nie umknie Twojej uwadze!

Wszystkiego dobrego dla Ciebie! 🙂 Pamiętaj – nie bój się myśleć i być kimś innym, niż wszyscy w okół. Nie zawsze większość myśląca w ten sam sposób świadczy o słuszności przekazywanych przez siebie informacji. 🙂

SEKRET NATURALNIE PIĘKNEJ SKÓRY

SEKRET NATURALNIE PIĘKNEJ SKÓRY

MATCZYNE PRAKTYKI, URODA

Nie ma na świecie człowieka, którego marzeniem nie byłaby piękna skóra. Każdy dba o to, aby skóra tryskała zdrowiem, była odpowiednio nawilżona oraz napięta i pełna blasku. Sukcesem jest ten moment, kiedy skóra nie zdradza Twojego wieku.

Nie wiem jednak czy wiesz, że Twoja skóra jest odzwierciedleniem tego, jaki jest Twój stan zdrowia. Aby pielęgnacja była w pełni świadoma, powinno się zacząć od zadbania o siebie wewnątrz. Kluczem jest tutaj właściwe odżywianie jak i nawadnianie organizmu. Każdego dnia dokonujesz wyboru, jak Twoja skóra będzie wyglądała za kilkanaście lat – czym ją będziesz „odżywiać” z zewnątrz i od wewnątrz. Ważne jest zatem, żeby każdy zapewnił sobie wartościowe składniki odżywcze.

 

WODY!


Częste picie wody – to tak naprawdę podstawowy i jeden z najważniejszych czynników zadbania o cerę. Woda chroni skórę przed skutkami upływu czasu i starzeniem się. Im więcej wody znajduje się w komórce, tym jest ona automatycznie młodsza i lepiej spełnia swoje funkcje. Obok wody istotne jest jadanie owoców i warzyw – zmniejszają one ilość powstających zmarszczek ale – co najważniejsze – zapobiegają rozwojowi chorób ogólnoustrojowych!

 

ZAKONSERWOWANY ŚWIAT


W dzisiejszych czasach tendencją są wszechobecnie panujące konserwanty, sztuczne barwniki – zarówno w kosmetykach jak i jedzeniu. Trudno przez to zachować zdrowie, a to odbija się na Twoim wyglądzie zewnętrznym.

Świat idzie do przodu, technika i przemysł ingeruje coraz to bardziej w kosmetyki i jedzenie. Nasi przodkowie jedli głównie żywność w naturalnej postaci, czerpali bardzo wiele substancji odżywczych z owoców, warzyw, ziaren i ziół. Zdawali sobie sprawę z tego, że głównym dawcą minerałów dla organizmu jest żywność. Wszystko, co zawierają owoce, warzywa, produkty zbożowe i strączkowe to prawdziwa bomba witaminowa dla skóry. Dlatego tak ważne jest abyś pamiętał o systematycznym ich spożywaniu.

Czy zwracasz uwagę na to, co jesz? Czy wiesz, na bazie jakich składników są zrobione kosmetyki, których na co dzień używasz?

Oferta kosmetyków jest niezwykle szeroka. Masz do wyboru pełen wachlarz produktów opartych zarówno na produktach ekologicznych, jak i chemicznych. Analizując ten temat zauważyłam, że coraz częściej ludzie wybierają naturalne produkty. Nie wiem, czy jest to związane z tym, że ekologia stała się pewnego rodzaju filozofią, czy też modą. Najważniejsze, że ludzie chcą być bliżej natury – a to objawi się lepszą kondycją ciała człowieka.

 

HOLISTYKA


Wyznaję holistyczną filozofię, dlatego koncentruję się na wszystkich strefach ludzkiej natury po to, aby zbudować między ciałem, duchem i umysłem doskonałą równowagę. Dbam o ustabilizowanie diety, dobieram odpowiednie suplementy, chodzę na wybrane (naturalne) zabiegi kosmetyczne ale najważniejsza jest dla mnie naturalna, domowa pielęgnacja, której nie dostanę w znanych i lubianych drogeriach kosmetycznych.

Kosmetyki zawierające kompozycje składników pochodzących z roślin i minerałów, uzyskiwanych w skomplikowanych procesach tzw. zielonej chemii (aminokwasy, flawonoidy, peptydy, polisacharydy), przynoszą nieocenione korzyści dla skóry. Nie niszczą naturalnej flory bakteryjnej, hamują wzrost bakterii, pleśni i grzybów bytujących na skórze. Musisz zdać sobie sprawę, że to jest teraz podstawa zdrowo wyglądającej skóry. Kosmetyki „znanych” i „cenionych” marek jedynie łagodzą objawy, ale nie docierają do przyczyny Twoich problemów. Większość z nich tłumi objawy, a to nie likwiduje kłopotu ze skórą. Owszem – efekt jest widoczny, ale krótkotrwały! Po zaprzestaniu stosowania kosmetyku problem powraca. Zdarza się też, że skóra przyzwyczają się a nawet uzależnia od kosmetyku – co jest fatalne w skutkach.

Dlatego tylko połączenie zdrowej diety, ekologicznych kosmetyków, pielęgnacji domowej i gabinetowej (wszystko to oczywiście należy uprawiać systematycznie) przyniesie pożądany przez Ciebie efekt na długi czas.

Kilka słów na temat najlepszych dermokosmetyków polskiej marki Organic Life zawarłam tutaj – SEKRET PIELĘGNAJCI SKÓRY DZIECKA– zapraszam Cię do jego przeczytania. Podpowiadam tam, jak ich kosmoceutykami zadbać o skórę malucha, ale na pewno znajdziesz tam też coś dla siebie. ich produkty są w 100% naturalne i nietestowane na zwierzętach. Na końcu wpisu mam też dla Ciebie specjalny rabat. 🙂 Sprawdź: SEKRET PIELĘGNACJI SKÓRY DZIECKA.

Pamiętaj – żeby być zawsze na bieżąco, warto polubić mój fanpage na Facebooku. Tutaj na stronie z prawego boku masz możliwość szybkiego zajrzenia na mój FB. 🙂

SEKRET PIELĘGNACJI SKÓRY DZIECKA

SEKRET PIELĘGNACJI SKÓRY DZIECKA

MATCZYNE PRAKTYKI, URODA

Odkąd urodziłam Córę Jedyną, zaczęłam się mocno zastanawiać nad tym, jakich kosmetyków używać do pielęgnacji skóry – swojej i Jej. Stanęłam przed półką z kosmetykami dla dzieci i nie wiedziałam, co kupić, żeby mieć pewność, że wybiorę dla swojego dziecka to, co najlepsze. Nie wiedziałam, na jakie aspekty kosmetyków zwracać uwagę.

Okazało się, że był to moment przełomowy – od tamtego czasu systematycznie zdobywałam coraz to nową wiedzę na temat tego, jaki skład posiada większość kosmetyków dostępnych w znanych drogeriach. Jakież było moje zdziwienie, kiedy z mojej łazienki musiałam wyrzucić ponad połowę produktów do pielęgnacji skóry, kremów, żeli, szamponów…

Żebyś i Ty nie zginął w gąszczu informacji na temat tego, co robić, żeby zająć się odpowiednią pielęgnacją skóry swoją i dziecka – podam Ci gotowe rozwiązanie, które u Nas sprawdziło się doskonale.

 

PODSTAWA PIELĘGNACJI


Przede wszystkim najważniejszym zadaniem kosmetyku jest uszczelnienie bariery hydro-lipidowej. To szczególnie ważne, kiedy mamy do czynienia ze skórą wymagającą (np. cera atopowa lub ze skłonnością do alergii). Jeśli chodzi o skórę dziecka jest to wyjątkowo delikatna struktura. Nie posiada ona całkowicie uszczelnionej bariery lipidowej i jest kilka razy cieńsza od skóry dorosłego.

Częstym problemem u dzieci są odparzenia na skutek przegrzania niemowlęcia. Innym problemem są nadmierne wysuszenia skóry, które prowadzą do swędzenia a w najgorszym wypadku do liszajów. Coraz częściej niemowlęta dotyka uciążliwa przypadłość, jaką jest atopowe zapalenie skóry (AZS). Dlatego właśnie dzieci wymagają szczególnie łagodnych produktów kosmetycznych, pozbawionych jakichkolwiek barwników, konserwantów czy substancji zapachowych.

 

NAJLEPSZE ROZWIĄZANIE?


Najlepszym wyborem będą kosmoceutyki polskiej firmy Ogranic Life. Produkuje ona fitoregulatory unikalnej klasy.

Fitoregulatory to zastrzeżona w urzędzie patentowym przez Organic Life kategoria dermokosmetyków, które regulują i stymulują metabolizm komórek skóry za pomocą aktywnych biologicznie wyciągów z roślin stosowanych w ziołolecznictwie.

Botaniczne składniki aktywne w fito regulatorach, kremach i balsamach są zamknięte w liposomach. Specjalna ich formuła (lecytyna, karnityna, witamina A+E) zapewnia ich wysoką skuteczność, trwałość oraz kompleksowe działanie.

Dermokosmetyki Organic Life produkowane są na najnowszej generacji emulsji ciekłokrystalicznej, biozgodnej z ludzkim płaszczem lipidowym. Największym jednak wyróżnikiem są składy produktów Organic Life. Nie zawierają one: parabenów, konserwantów pochodzenia syntetycznego, SLS, produktów ropopochodnych czy innych toksycznych składników.

Każdy produkt jest unikalny, ma swoją historię, przeznaczenie i misję. Zawiera potężne koncentraty wyciągów roślinnych, witamin i innych substancji pochodzenia naturalnego.

 

PIELĘGNACJA SKÓRY DZIECKA W KILKU KROKACH


Dzięki tym produktom możesz być pewien, że dbasz o pielęgnację skóry dziecka od najmłodszych lat. Jako podstawę pielęgnacji polecam Krem łagodzący z serii: Kremy funkcyjne. Łagodzi wszelkie podrażnienia i stany zapalne, wspomaga gojenie, hamuje reakcje alergiczne, doskonale nawilża, łagodzi swędzenie i pieczenie skóry, zwiększa odporność na infekcje. Jest bardzo delikatny, łatwo się rozprowadza i wchłania, dzięki czemu smarowanie niecierpliwego maluszka nie będzie trwało długo. Dodatek witaminy E wspomaga skórę przed nadmiernym promieniowaniem UV, dzięki czemu krem jest idealny na spacery.

Nieoczywisty jest fakt, że pielęgnacja dziecka naturalnymi kosmetykami umacnia więź pomiędzy rodzicem a dzieckiem. Czuły dotyk mamy lub taty przynosi ulgę i rozluźnienie. Jest to klucz do budowania bliskości, dlatego bardzo polecany jest domowy masaż dziecka.

Wieczorem warto sięgać po delikatny preparat taki jak Balsam myjący do ciała Jaśmin i Zielone jabłko. Jest to innowacyjny botaniczny balsam myjący. Doskonale nawilża i zmiękcza naskórek, łagodzi skórę podrażnioną. Do mycia głowy polecam natomiast: Balsam myjący do włosów pielęgnacyjny. Posiada on w swoim składzie wyjątkowo łagodne środki myjące, bez silikonów i agresywnych substancji syntetycznych. Mieszanka zielonej herbaty, aloesu i nagietku sprawia, że balsam idealnie się rozprowadza i – przede wszystkim – nie szczypie oczek maluszka!

Jeśli wystąpią u dziecka jakiekolwiek podrażnienia, polecam zastosowanie Fitoregulatora: Żółtko roślinne. Dzięki wyciągom z roślin oraz bazie z naturalnego masła i olejków, skóra malucha jest doskonale nawilżona. Co ważne – produkt ten nie posiada w swoim składzie wazeliny. Po kilku aplikacjach AZS w Naszym przypadku przestało w ogóle istnieć.

Zapewne zastanawiasz się teraz nad tym, dlaczego w takim razie produkty Organic Life nie mają jeszcze opinii Instytutu Centrum Zdrowia Matki i Dziecka? Otóż firma za niedługo będzie miała certyfikat dla niemowlaków. Pamiętaj jednak, że nie certyfikat świadczy o tym, czy dany kosmetyk jest dobry. „Papier przyjmie wszystko”. Używałam kosmetyków dla niemowląt, które posiadają pozytywną opinię Instytutu, ale ich skład powinien je całkowicie dyskwalifikować. Dlatego już od dłuższego czasu stosuję tylko i wyłącznie dermokosmetyki i będę proponować je każdemu, ponieważ są to zdrowe i polskie produkty.

 

PREZENT DLA CIEBIE


Jeśli zarejestrujesz się w sklepie z tego linku: LINK – dostaniesz stały rabat na zakupy dermokosmetyków Organic Life – 25%. Bez rejestracji rabat nie obowiązuje. Nie czekaj – spróbuj i przekonaj się sam!

WEGETARIAŃSKIE DZIECKO CZ. 1

WEGETARIAŃSKIE DZIECKO CZ. 1

MATCZYNE PRAKTYKI, ZDROWIE

W związku z rosnącą popularnością coraz to różnych odmian diety wegetariańskiej, chcę przedstawić poglądy i uzasadnienia dla poparcia słuszności wskazań diety bezmięsnej dla dzieci. Nie jestem wszechwiedząca i nieomylna, chcę to stanowczo podkreślić. Jednak piszę o tym, co jest w moim osobistym przekonaniu związane z dobrem każdego dziecka, a matki mają prawo do tego, aby usłyszeć tę opinię i podjąć decyzję według własnego uznania. Temat jest tak obszerny, że podzieliłam go na trzy części.

W tym tekście opiszę:

  1. Jaki jest naturalny proces trawienia?
  2. Co powoduje wprowadzenie do diety dziecka białka zwierzęcego?

Stara i znana prawda mówi: nasz sposób odżywiania wpływa na nasze zdrowie. Dobrze zbilansowana dieta jest szczególnie istotna w pierwszych latach życia, kiedy wszystkie niedobory mogą rzutować na rozwój fizyczny i intelektualny człowieka.

Jakkolwiek coraz więcej ludzi na świecie akceptuje wskazania diety wegetariańskiej, o tyle najwięcej niepewności i wahań wzbudza ten temat w przypadku zastosowania tej diety u dzieci.

CO TO W OGÓLE WEGETARIANIZM?


Zacznijmy od początku. Łacińskie słowo „vegetare” znaczy rosnąć, kwitnąć, rozwijać się; „vegetus” znaczy zdrowy, silny, ochoczy; „”vegetator” zaś to ten, który daje życie, a „vegetamen” to siła życiodajna. Każdy, kto po raz pierwszy spotyka się z tą nazwą wychwytuje z niej tylko negatywny i okrojony akcent – to znaczy: wegetarianizm polega na niejadaniu mięsa. Koniec. W rzeczywistości jest to dopiero pierwszy krok wiodący w sferę różnorodnych, nowych spraw i problemów, zarówno żywieniowych jak i zdrowotnych, materialnych, ekonomicznych, filozoficznych i wielu innych. Sama informacja o tym, co się jada a czego się unika to dopiero wprowadzenie do dalszych wyjaśnień, dotyczących motywacji i przyczyn tego postępowania.

Współcześni rzecznicy i zwolennicy wegetarianizmu nie przekazują poglądów zupełnie nowych i niespotykanych w historii. Wegetarianami byli m.in. Sokrates, Platon, Pitagoras, Hipokrates, Leonardo da Vinci, Izaak Newton, Wolter, Lew Tołstoj, Bernard Shaw i wielu innych znakomitych myślicieli, pisarzy, malarzy oraz uczonych filozofów.

JAK JEST NATURALNIE?


Obiecałam napisać o naturalnym procesie trawienia, zatem przechodzę teraz do tego tematu. Układ pokarmowy człowieka jest przystosowany do procesu trawienia, który polega na przetwarzaniu i przyswajaniu jedzenia roślinnego – warzyw, zbóż i owoców. Zawartość białka jest tutaj niewielka i nie powoduje wydzielania śluzu w ilościach charakterystycznych dla „alarmowego zagrożenia organizmu” inwazją skoncentrowanego białka zwierzęcego (jeśli nie wiesz co to, czytaj dalej, w tekście to wyjaśniam). Przewód pokarmowy roślinożercy białka roślinne wchłania łatwo i łagodnie w całości, ponieważ nie ma zatorów śluzowych spowodowanych rozkładem białka zwierzęcego.

Każde niemowlę rodzi się właśnie jako istota roślinożerna i w sposób naturalny przystosowana do pożywienia roślinnego. W pierwszym okresie życia mleko mamy jest dla niego podstawowym i kompletnym źródłem wartości odżywczych, z białkiem włącznie. W mleku matki białka jest około 1,6% i pomimo niewielkiej ilości wystarcza, żeby w przeciągu pierwszego roku życia waga niemowlęcia wzrosła aż trzykrotnie!

CO SIĘ DZIEJE, GDY NIE JEST NATURALNIE?


Zastanawiasz się pewnie teraz, co oznacza owa „alarmowa reakcja organizmu” na białko zwierzęce? Otóż jest to m.in.: seria zatruć pokarmowych, niestrawność, biegunki. Zwiększone wydzielanie śluzu w przewodzie pokarmowym powoduje jego zaklejenie warstwą kosmków jelitowych, a to ogranicza ich chłonność i bywa, że u dzieci zjadających dostateczną ilość jedzenia, zaczynają występować objawy niedoborów pokarmowych.

Śluz w nadmiarze wydziela się u dzieci nie tylko w przewodzie pokarmowym ale również w drogach oddechowych. Dziecko wchodzi wtedy w okres tzw. „zaziębień” – uporczywe katary, anginy, zapalenia uszu, gardła i oskrzeli. Jest to sposób organizmu ludzkiego na pozbycie się nadmiaru śluzu który jest doskonałą pożywką dla wszelkich bakterii chorobotwórczych. Owe zaziębienia powodują, że zaczynamy dziecko cieplej ubierać (już po wyleczeniu, ponieważ niesłusznie uważamy, że wcześniej ubieraliśmy dziecko za lekko i stąd to przeziębienie), to powoduje przegrzewanie się dziecka, kolejną chorobę, w ruch idą antybiotyki a to powoduje wyjałowienie organizmu z witamin i czyni go podatnym na różne schorzenia spowodowane ich brakiem… W ten sposób dziecko zostaje wmanewrowane w cały kołowrót zdrowotnych kłopotów i dramatów, właściwych wszystkim ludziom odżywiającym się według przyjętych standardów, opartych na przekonaniu o potrzebie jadania mięsa.

Znany i ceniony pediatra polski, prof. Mieczysław Michałowicz w swojej podstawowej książce „Odżywianie dziecka do pierwszego roku życia” pisze:

„Z podawaniem mięsa można śmiało powstrzymać się do końca trzeciego półrocza życia. Dzieci żywione bez mięsa chowają się doskonale, natomiast zbyt wczesne i zbyt obfite włączenie mięsa do jadłospisu dziecka, może spowodować zaparcie i wywołać nawet zatrucie.”

W dzisiejszym świecie panuje wszechobecna nagonka na mamy, które nie chcą karmić swoje dzieci mięsem. Tłumaczy się to obawą o zdrowie maluchów, podważając tym samym zdanie matki i jej intuicję. Mam tu na myśli oczywiście odpowiedzialne mamy, które bez wcześniejszych mocnych i ugruntowanych przesłanek nie podjęłyby decyzji o niewprowadzeniu mięsa do diety dziecka. Nie robią tego dla zasady lub w wyniku „mody”, lecz po wcześniejszym zbadaniu tematu.

CZY TO KRZYWDZĄCE?


Pozbawianie dziecka rosołowych zupek, a potem mięsa, uważa się za mocno nierozsądne. Jest to jednak mylne pojęcie, które panuje ze względu na wszechobecnie panujące stereotypy tj.:

– tylko mięso zawiera lizynę, jeden z aminokwasów egzogennych, niezbędnych do syntezy białka w organizmie…

– dziecku pozbawionemu mięsa grozi niedorozwój, kwashiorkor, pelagra, debilizm, awitaminoza i ogólne charłactwo…

– tylko w mięsie jest żelazo…

– w mięsie znajdują się substancje podporowe, bez których kości i tkanka łączna ciała dziecka nie mogłyby się ukształtować…

C.D.N.


W kolejnej części odpowiem na te nieuzasadnione przekonania i napiszę Ci, jak bardzo są one krzywdzące i nieprawdziwe.

A może jednak jest w nich cząstka zasadności? Przekonasz się, czytając kolejną część. Aby Cię nie ominęła, zachęcam Cię do polubienia mojego fanpage na Facebooku – stamtąd dowiesz się od razu o kolejnym wpisie.

Jeśli masz do mnie jakieś pytania lub zastanawiasz się, skąd czerpię informację, napisz do mnie na mail: kontakt@prezesmama.pl

Chętnie poczytam również o Twoich doświadczeniach z wegetarianizmem w diecie dziecka.

UWAGA: NOWORODEK W INTERNECIE!

UWAGA: NOWORODEK W INTERNECIE!

MATCZYNE PRAKTYKI, PSYCHOLOGIA

Każda mama uważa, że jej dziecko jest najładniejsze. Rozumiem to, odkąd sama stałam się mamą. Rozumiem też tę nieodpartą ochotę pokazania swojego dziecka całemu światu. Każdy uśmiech, każdy grymas czy każda stylizacja – dlaczego nie pochwalić się tym skarbem z innymi?

Z każdej strony młode mamy (tatusiów zresztą też) kusi perspektywa łatwości w dostępie do social mediów. Wystarczy założyć konto na Instagramie, dodać odpowiednie hasztagi i 100 serduszek (polubień) od razu podnosi nasz poziom dopaminy. Czujemy się popularni, potrzebni. Czujemy, że zaistnieliśmy.

Po co to wszystko? Bo mamy taką możliwość. Korzystamy z wynalazków XXI wieku i czerpiemy przyjemność z każdego „lajka” czy pozytywnego komentarza. W świecie wirtualnym łatwiej jest odpowiedzieć na komentarz, nawiązać kontakt z nieznajomymi, edytować coś czy usunąć.

ZARABIAM NA DZIECKU


Często też na internetowej aktywności zarabiamy. Jest to coraz bardziej popularna forma „zarabiania na dziecku”. Kojarzy mi się to z „metodą na wnuczka” – tylko w tym drugim przypadku okradamy babcie z pieniędzy, a w tym pierwszym okradamy dziecko z intymności.

Zastanów się – dla kogo to robisz? Dla siebie, czy dla innych? Najgorsze w tym jest to, że tak trudno jest wyznaczyć sobie granice pomiędzy tym, co osobiste a co intymne.

Znalazłam jednak doskonały sposób na to, żeby łatwo określić, gdzie jest ta granica zdrowego rozsądku.

Odpowiedz sobie na pytanie: czy zdjęcia swojego dziecka, które publikujesz w Internecie są tymi, które ono samo chciałoby pokazać? Czy będzie Ci za to w przyszłości wdzięczne? Czy też będzie miało żal, że (przepraszam za sformułowanie) odarłeś je z intymności? Niestety rzadko kiedy zastanawiamy się nad tym, jaki skutek długofalowy będą miały upubliczniane każde ważne momenty życia dziecka.

Ze względu na to, iż zjawisko social mediów jest stosunkowo nowe, nie wiadomo, jak będą funkcjonowały w przyszłości dzieci, które od wczesnego dzieciństwa żyją równolegle i są poddawane ocenie w dwóch światach – realnym i wirtualnym. Dzisiaj możemy jedynie zastanawiać się nad tym i gdybać. Czy ułatwi im to radzenie sobie z podleganiem ciągłej ocenie w życiu codziennym? Czy też dzieci te będą potrzebowały odcięcia się od ciągłej obserwacji? Jak będzie wyglądać ich samoocena?

WIDZĘ CIĘ DZIECKO…


Pragnę jednak podkreślić najbardziej niebezpieczny aspekt, o którym zdaje się zapominamy przy każdym zdjęciu. Czy wiesz, do czego inni ludzie mogą je wykorzystać? Czy zastanawiasz się, jakie informacje na temat Twojej rodziny udostępniasz obcym osobom? Czy jesteś w stanie przewidzieć intencje odbiorców po drugiej stronie monitora? Świat Internetu jest niebezpieczny. Jest to coraz częściej wykorzystywane miejsce do giełdy dziecięcych postaci.

Być może dopiero teraz, czytając ten artykuł odpowiesz sobie na pytanie, które za chwilę zadam. Mianowicie: czy zastanawiasz się nad tym, czy Twoje dziecko staje się celem dla handlarzy żywym towarem oraz pożywką dla pedofilów? Zdjęcia kąpiących się bobasów to „norma”, która może się okazać gwoździem do trumny dziecka.

Udostępniając w sieci swoją prywatność pokazujesz swoje ulubione miejsca, swój dom, swój ogród, okolicę, rodzinę, znajomych, zwyczaje, rozkład dnia/tygodnia… Nie martw się – ja też dopiero się uczę poruszania w świecie wirtualnym. Od samego początku nie chciałam udostępniać zdjęć swojej Córy Jedynej w sieci, ale pomimo to czułam, że dalej udostępniam za wiele momentów z życia.

Dlaczego o tym piszę? Poruszam ten temat, ponieważ dostrzegam dużo dobrego w świecie wirtualnym, ale tylko wtedy, kiedy przestrzegamy zasady ograniczonego zaufania (zupełnie jak na drodze). Nowinki są rzecz jasna dla ludzi, ale trzeba podchodzić do nich umiejętnie.

Życzę tego i Tobie i sobie!