Kilka dni temu mój urlop macierzyński dobiegł końca. Ale nasz czas we dwoje (mój i mojej Córy Jedynej) nie. Dlaczego? Ponieważ prowadzę własny e-biznes. Nie musiałam zatem wybierać: czy zostać w domu i poświęcić się wychowywaniu dziecka oraz prowadzeniu domu, czy też wrócić do pracy na etacie.

Prawdę mówiąc – ciarki mnie przechodzą na myśl o tym, że miałabym pracować u kogoś w firmie. Na szczęście, że zainteresowałam się marketingiem internetowym już jakiś czas temu i jeszcze przed narodzinami Córki Jedynej wiedziałam, że będzie to biznes, który na pewno będę prowadzić.

To jedyna szansa na bycie (według mnie) szczęśliwą i spełnioną mamą, która realizuje się macierzyńsko i zapewnia bezpieczeństwo finansowe swojej rodzinie bez uszczerbku na relacjach z dzieckiem.

Usłyszałam nie raz kilka nieprzychylnych opinii na temat swojego zajęcia. W pierwszej kolejności zarzucono mi, że biznes internetowy to nie biznes i zdaje mi się, że zarobię tam jakiekolwiek pieniądze. Następnym zarzutem było to, że muszę pracować w domu – czyli tak naprawdę nie mogę od niego w ogóle odpocząć. Odpowiadam: po pierwsze: pieniądze są, inaczej nie prowadziłabym własnej strony internetowej oraz nie miałabym zautomatyzowanego systemu. Wy natomiast nie przyszlibyście tutaj, gdyby nie reklama na Facebooku lub Instagramie (nie jest to darmowa usługa). Drugi zarzut mnie śmieszy, ponieważ moja praca ogranicza się do posiadania laptopa i dostępu do Internetu. Więc jeśli chcę sobie odpocząć, to… Wychodzę z laptopem w ręku i idę przed siebie, siadam, pracuję a następnie wracam do domu – z utęsknieniem.

ALE… O CO CHODZI?


Mój e-biznes rozliczany jest jak normalna praca. Jedno jest jednak inne – nie muszę obawiać się, że jeśli moja Córa Jedyna będzie mnie potrzebować – mój pracodawca tego nie zrozumie i każe mi przyjść do pracy. Jeśli będę musiała wziąć kilka dni wolnego, sama je sobie przyznam. A w momencie, gdy tylko będę mogła przystąpić do pracy – wezmę się za nią. Tylko od efektów zależy, jak i ile zarobię pracując w Internecie.

Jestem dostępna mailowo, telefonicznie w określonych godzinach, a czy pracę wykonuję do południa czy wezmę się za nią dopiero o 22:00 – to już moja sprawa. Liczą się efekty, zaangażowanie i możliwości. Uważam, że jest to najlepsze rozwiązanie dla świeżo upieczonej mamy. Dzięki e-biznesowi jestem spełniona na polu finansowym oraz szczęśliwa w roli pełnoetatowej mamy.

Nie jest to jednak najłatwiejsza droga zarabiania. Na początku funkcjonowałam trochę jak zombie. W ciągu dnia trudno mi było znaleźć moment spokoju i skupienia na przygotowanie merytoryczne materiału dla klientów. Najczęściej za pracę zabierałam się późnym wieczorem, gdy Córa Jedyna szła spać. Do takiego trybu da się przyzwyczaić a zalety są ogromne – więcej czasu poświęcam swojej Córce. Na niczym nie zależy mi bardziej.

OD KIEDY TAK ŻYJĘ?


E-biznesem zainteresowałam się w 2014 roku, w momencie poznania mojego ukochanego. We wrześniu 2014 roku podjęłam pierwsze kroki – zaczęłam naukę, szkolenia w tym temacie i zgłębiałam wiedzę tego „zajęcia”. Później przyszedł czas na to, żeby wysłuchać wszystkich negatywnych opinii na temat e-biznesu. Załamało mnie, że obracam się wśród ludzi, których interesuje życie tylko w schemacie – praca na etacie – odpoczynek w domu – wakacje raz w roku. Pewna byłam tego, że nie chcę takiego życia, dlatego zaczęłam budować swój e-biznes pomimo tych negatywnych opinii.

W 2015 roku dowiedziałam się, że jestem w ciąży i… Przestałam rozwijać swój biznes a zajęłam się przygotowywaniem do najważniejszej roli w moim życiu – bycia Mamą. Dopiero w 2016 roku – pół roku po urodzeniu Córy Jedynej – wróciłam do tematu i na nowo rozpoczęłam budowę firmy.

CZY TO TRUDNE?


Budowanie mojego e-biznesu trwało około 9 miesięcy – o 8 miesięcy za długo. Za każdym razem, kiedy chciałam już wystartować z tematem uważałam, że to nie jest najlepszy czas. Dopiero w lutym 2017 roku przyznałam sama przed sobą, że dobrego momentu nigdy nie będzie. „Zrób to i zobacz, co się stanie” – piękny cytat zasłyszany u jednej #instamamy. I tak się stało – zrobiłam krok milowy i zaczęłam na poważnie realizować (a nie tylko budować) swój e-biznes.

Czym jest w ogóle marketing internetowy? To forma marketingu, używająca jako medium Internetu i strony WWW. Działania te służą do przesłania informacji marketingowej i pozyskania klientów. Długo mogłabym o tym pisać, ale najprościej będzie zaprosić Cię na moją stronę – cashinhome.pl – tam dowiesz się szczegółów zapisując się m.in. na newsletter.

CZY TO POPULARNE?


W 2015 roku w taki sposób swoją pracę wykonywało zaledwie 6,4 proc. ogółu zatrudnionych w Polsce. Mimo, że tyle się mówi o elastyczności na rynku pracy, o konieczności pomocy kobietom powracającym na rynek po urodzeniu dziecka i generalnie o ułatwianiu godzenia pracy zawodowej z życiem rodzinnym, to mam wrażenie, że na godzenie ról i elastyczność mogą pozwolić sobie raczej mężczyźni. Nie chcę uogólniać ale zwrócić uwagę na system, który stawia kobiety w pozycji istot, w których żyłach, zamiast krwi, płynie płyn do prania.

Nie zrozum mnie źle – to nie oznacza również, że jestem kobietą wyzwoloną, mało rodzinną i nie lubiącą domowych zajęć. Nie. Jest we mnie sporo z przysłowiowej kury domowej, która – choć czasami narzeka na te wszystkie przyziemne obowiązki  – czerpie z nich jednocześnie pewną satysfakcję (głównie wtedy, kiedy już je zakończę) i czuję się w ten sposób potrzebna.

Rzecz ma się w tym, że w społecznej świadomości po urodzeniu dziecka kobieta wraca do pracy po skończonym urlopie macierzyńskim, albo wybiera zajmowanie się domem i dziećmi. Nie rozumiem jedynie, dlaczego skazuje się kobiety na taki warunek albo – albo? Świat nie jest czarno – biały, nasze życie tym bardziej.

CZY W OGÓLE WARTO?


Po urodzeniu Córy Jedynej myślałam przez chwilę, że może tak będzie lepiej – zostać w domu, poświęcić Jej cały swój czas. Zająć się obowiązkami domowymi i pielęgnowaniem ciepła i miru domowego. Szybko mi przeszło. Poczułam tęsknotę za ludźmi, za poczuciem misji. Zdecydowałam się zatem na kontynuowanie e-biznesu w momencie, kiedy Córa Jedyna miała ponad pół roku. Jest to dla mnie rodzaj kompromisu. Dzięki temu znalazłam swoją niszę, miałam możliwość poznania nowych ludzi, nawiązania nowych kontaktów, spełniania się zawodowo, poczucia się potrzebną i szczęśliwą. Niespodziewanie okazało się, że przez to miałam też więcej radości i energii dla swojej Córki! W końcu szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko.

Dlaczego zatem tak mało kobiet podejmuje pracę w Internecie? Dlaczego tak mało się o niej mówi i nikt praktycznie nie bierze jej pod uwagę? Wynika to głównie z niewiedzy. Marketing internetowy w Polsce dopiero raczkuje.

Bardzo często mylnie uważa się, że najbezpieczniejszą formą pracy jest etat. „Najlepiej mieć kogoś, kto mi czas w pracy zorganizuje a ja będę siedzieć cichutko, żeby nikt mnie nie zauważył – może wtedy popracuję aż do emerytury i dostanę na starość marne grosze z ZUS-u” – ot, najnowsza filozofia. Głupia, ale popularna.

Moja praca powoduje, że jestem bardziej wydajna i nauczyłam się rozporządzać swoim czasem. Ale umówmy się – zdarzy mi się w „godzinach pracy” wyjść z Córką na spacer czy pooglądać telewizję bez celu. Zdaję sobie jednak sprawę z tego, że rozliczam się sama przed sobą i jeśli jakiegoś projektu nie skończę, nie będę miała pieniędzy. To mi daje bardzo dużą motywację, by swoją pracę wykonać – tym bardziej, że przychodzi mi ona z łatwością ze względu na pasję w tym, co robię.

Tekst ten nie jest po to, aby przekonać wszystkich ojców i matki, by do końca życia pracować zdalnie (chociaż byłoby to ciekawe zjawisko). E-biznes to nie jedyny sposób na działalność zawodową, kiedy mamy rodzinę. To rozwiązanie na początek dla każdego rodzica, który potrzebuje zastrzyku gotówki oraz dla tych, którzy nie chcą męczyć się w korpo do końca swych dni.

Nie każdy może sobie pozwolić na nianię, nie każdy chce oddać dziecko do żłobka, nie każdy ma w pobliżu dziadków. Dlatego polecam e-biznes z całą odpowiedzialnością. Nie żałuję ani jednej decyzji, która przybliżała mnie do biznesu online –  przybliżyło mnie to do niezależności finansowej na której niezmiernie mi zależało.

Chociaż w Polce mało jest mam pracujących w marketingu internetowym, mam nadzieje, że wkrótce stanie się to normą. Przy tak zaawansowanych technologiach, którymi dysponujemy, niemożliwe jest aby stało się inaczej.

  • Zgadzam się z każdym Twoim słowem! Etat to tylko pozorne bezpieczeństwo. W końcu jedna decyzja przełożonego może Cię tego wszystkiego pozbawić. Na swoim bywa lepiej lub gorzej, ale raczej wszyscy klienci jednocześnie nie znikną, zostawiając Cię na lodzie 😉 a nawet jak jest gorzej, to w myśl jednego z moich ulubionych cytatów – Shitty situations inspire brilliant solutions! 😁

    W czasach, w których żyjemy naprawdę nie jest trudno o alternatywę dla etatu, pozbawiającego matkę pięknych chwil spędzonych z rocznym dzieckiem, które właśnie w tym wieku pokonuje kolejne cudowne kroki milowe. Trzeba po prostu chcieć, wziąć się do roboty i wierzyć, że się uda! 😀

    • Prezes Mama

      Wspaniały cytat! Chyba trafi również do zbioru moich ulubionych! 😀
      Cieszę się, że Mam podobnych do mnie jest więcej! 🙂
      Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie i wszystkiego dobrego! 🙂