Jestem tego świadkiem i uczestnikiem zarazem. Porównywanie dzieci – już od momentu zobaczenia na teście ciążowym dwóch kreseczek. Czy aby nie za wcześnie na takie ekscesy?

W pierwszej ciąży nie uczestniczyłam w tym, ponieważ była to dla mnie zupełna nowość. Nie miałam ochoty na rozmowy na temat dzieci oraz macierzyństwa – przerażało mnie to i wolałam w ciszy i spokoju domowego miru zmagać się z tym poprzez pochłanianie coraz to nowych pozycji książkowych.

Teraz jest jednak inaczej. Mając już jedno dziecko i będąc w ciąży kolejnym, jestem uważana za 100% matkę polkę, która musi uczestniczyć w rozmowach z kobietami – czy to ciężarnymi, czy matkami – gdzie tematem numer jeden jest wielkość i waga płodu oraz waga mamy.

 

LICYTACJA?


Wszystko zaczyna się już w poczekalni u ginekologa. Porównywanie przebiegu ciąży, szybkość przybierania mamy oraz dziecka na wadze, aktywność naszego maluszka, ilość jego ruchów. Kiedy dochodzi do szczęśliwych narodzin i trzymamy w rekach kilku kilogramowego bobasa zastanawiamy się, czy nasze dziecko jest takie samo jak dziecko sąsiadki z łóżka obok? Czy potrafi ssać? Czy przesypia noc? Czy ma włosy długie, czy wcale?

Wszystko ustalamy tak, aby nasze dziecko było najlepsze we wszystkim. A jeśli w czymś nie jest najlepsze (zaczęło raczkować później, niż to się ogólnie przyjęło) wtedy głośno nie mówimy o takich rzeczach.

 

CZYJA TO WINA?


Kiedyś nie było tylu publikacji na temat rodzicielstwa. Wiedza była przekazywana z pokolenia na pokolenie. Dlatego też moja mama nie może zrozumieć, jak to jest, ze wiedziałam przy pierwszej ciąży na temat dzieci tyle, co ona po wychowaniu trójki. Dostatek źródeł pozwala na stanie się „ekspertem”. Czy jest to jednak dobre? Czy wiedza, którą nabywamy jest sprawdzona? I w końcu, co jest sprawdzone, skoro wszystko dzisiaj można podważyć – nawet wyniki badań laboratoryjnych?

 

KIEPSKA Z NAS PORÓWNYWARKA


Porównywanie zawsze kończy z korzyścią dla naszego dziecka. Dopóki nasze pociechy nie rozumieją, że są poddawane ocenie i porównaniom z ich rówieśnikami, proces ten na szczęście je omija. Ale przychodzi ten moment, kiedy to dziecko zada pytanie: „Mamo/Tato, która praca jest najładniejsza?” wskazując na rysunki wszystkich dzieci zrobione na zajęciach w przedszkolu. Jako rodzice nie jesteśmy obiektywni i odpowiadamy sercem, nie rozsądkiem. Jak bowiem powiedzieć swojemu dziecku, że jego praca nie jest najładniejsza?

Wiem, ja też czuję ten zgrzyt w sercu, kiedy to piszę. Ale musisz wiedzieć, że okłamujemy swoje dziecko wtłaczając go w poczucie, że jest najlepsze zupełnie bezzasadnie. Świat nie jest delikatny, kiedy weryfikuje później takie dzieci.

 

TYLKO KRYTYKA?


Spokojnie, nie chodzi też o to, aby za każdym razem krytykować nasze dziecko. Jesteśmy rodzicami i to normalne, że nie jesteśmy obiektywni – taka nasza rola i to już jest niezmienne. Jeśli będziemy znów krytykować dziecko za każdym razem – podetniemy mu skrzydła i zniechęcimy a przede wszystkim zasmucimy.

Takie zachowanie spowodować może poczucie przez dziecko ograniczeń, brak realizacji swoich możliwości, niechęć do wykorzystania swojego potencjału.

 

ZŁOTY ŚRODEK


Nie wiem, czy istnieje. Ale mogę Ci powiedzieć, co ja stosuję w swoim przypadku – z korzyścią dla mnie, jako rodzica i dla mojej Córki. Otóż wskazuję Jej, co może robić lepiej. Jeśli są rzeczy, które już umie (nie piszę tutaj o rzeczach, których się dopiero uczy) i widzę, że robi je w sposób dość „niefortunny”,mówię Jej wtedy i pokazuję, jak może coś zrobić lepiej.

Dzieci zawsze będą szukać w nas, rodzicach potwierdzenia swoich zdolności, osiągnięć. Będą oczekiwały wsparcia w swoich poczynaniach. Nie możesz pozwolić sobie na brak krytycyzmu, ponieważ przyjdzie ktoś obcy, kto (obiektywnie) powie, co dziecko robi źle a jego słowa zostaną odebrane jako totalną porażkę.

Uwielbiam przywoływać w temacie porównywania fragment stand-up’u Abelarda Gizy:

MAMA: „Dlaczego masz same dwóje? Co? Pytam: dlaczego?! Ania ma same piątki!”

SYN: „Ale mamo, Jarek też ma dwóje…”

MAMA: „Inni mnie nie interesują!”

Doskonale sobie przypominam, jak sama była porównywana do moich rówieśników z klasy. Zawsze miało to miejsce po wywiadówce. Ktoś był wyczytany jako najlepszy, a ja nie. Aż do czasu, kiedy i ja zaczęłam być wyczytywana jako najlepsza uczennica. Wszystkie klasy ukończone z wyróżnieniem i czerwonym paskiem, zdarzył się nawet list gratulacyjny dla moich rodziców (za wychowanie tak zdolnego dziecka).

Ale czy to było dla mnie dobre? Niekoniecznie. Czułam się najlepsza, ale kiedy przyszedł ktoś, kto powiedział mi, że robię coś źle, w głowie zagotowało się i zawrzało: „Ale jak to?! Mama mówiła, że to, że mam świetne oceny świadczy o tym, że jestem w tym temacie najlepsza!”

 

RÓŻNIMY SIĘ OD SIEBIE


To sformułowanie powinno stać się punktem wyjścia. Bądźmy dla naszych dzieci inspiracją i wsparciem. Źródłem cennych wskazówek. Nauczycielami, którzy pokażą jak tworzyć i eksperymentować. Wskażmy swoim dzieciom różnicę pomiędzy krytyką a szeroko pojętym „hejtem”.

Nasze dzieci będą najlepsze na miarę swoich możliwości.

Twoje dziecko jest najlepsze, ponieważ jest Twoje. I Twoim niezbywalnym prawem jest przechowywać to przekonanie w głębi swojego serca.

Kochajmy swoje dzieci takie, jakimi są!

Wszystkiego dobrego dla Was! 🙂